Poniedziałek, 21 Maja 2012. Imieniny: Kryspina, Wiktora
POWODZENIA NA DZISIEJSZEJ
MATURZE!

Wyszukaj zaawansowane
Teraz w Cogito
Archiwum
A w 10. Cogito...

Świętujemy 400. wydanie Cogito,
A w nim:
konkursy, reportaże, III cz. Przewodnika akademickiego,
opisy kierunków,
test predyspozycji

Znajdź uczelnię

Typ uczelni:
Województwo:
Kierunek studiów:
Rodzaj studiów:
Szukana fraza:

Ankieta

Angielski na maturze był:
prosty
może być
trudny

0.0

Piotr Polk

Komentarze 0  Ocena 0.0  Odsłony 1038

Linkownia

Wykop Gwar Digg Del.icio.us Linkr Reddit
Zawsze coś można zrobić inaczej - z Piotrem Polkiem ? aktorem i piosenkarzem rozmawia Artur Maciak

Gdy rozpoczynał Pan studia, w Polsce były trzy szkoły teatralne. Dlaczego wybrał Pan właśnie łódzką Filmówkę?
Powód był prozaiczny: była najbliżej miejsca mojego zamieszkania. Poza tym bałem się teatru, a Kraków i Warszawa, jak mi się wydawało, były szkołami stricte teatralnymi, a ja z teatrem miałem niewiele wspólnego. Byłem w nim raz w życiu... Film wydawał mi się bliższy, chociażby dlatego, że w Kaletach, w których się urodziłem, było kino Rusałka, do którego często zaglądałem. Z takim prostym, malutkim myśleniem postanowiłem wybrać Filmówkę, w której na teatr też będzie miejsce.

I tak znalazł się Pan w polskim centrum filmowym swoich czasów...
Mieliśmy ? w przeciwieństwie do innych studentów szkół aktorskich ? bezpośredni kontakt z filmem, kamerami, ze zdjęciami filmowymi, z wytwórnią filmową, która bardzo często korzystała ze studentów szkoły filmowej. Uciekaliśmy z zajęć, żeby zagrać małe epizody w filmach, zastatystować. Mało tego, w naszej szkole studiowali przyszli reżyserzy i do wszystkich swoich etiud, egzaminów brali swoich studentów ? tak również oswajaliśmy się z pracą przy filmie. Łódź rzeczywiście była centrum filmowym w tamtych czasach

A skąd wzięły się niewybredne porównania łódzkiej Filmówki do szkoły cyrkowej?
Żeby dostać się do mojej szkoły, trzeba było przejść egzaminy takie same jak w pozostałych szkołach aktorskich plus egzaminy z aparycji filmowej. Sprawdzano, jak wyglądasz w świetle filmowym, jak kamera cię kupuje. To dosyć istotne. Oczy w teatrze są daleko od widza, mogą kłamać, przed kamerą nie, bo ona, patrząc w oczy, widzi wszystko. Możesz nic nie mówić, a widać, że kłamiesz albo jesteś nieprawdziwy. "Cyrkówką" nazywano nas, społeczność studentów łódzkiej szkoły aktorskiej, tak trochę przekornie i może ze złośliwością, tylko dlatego, że oprócz zajęć stricte zawodowych, scenicznych mieliśmy jeszcze judo, szermierkę balet, obozy konne, narciarskie, żeglarskie. Były zajęcia z padania z konia w zależności od postrzału (rodzaj upadku zależy od miejsca postrzału). To była naprawdę kaskaderka, której żadni inni studenci nie mieli w programie nauczania. Niestety, właśnie przez to czasem było tak, że traktowano nasze aktorskie umiejętności niezbyt serio. Niektórzy mówili: oni są świetnie wysportowani, ale z aktorstwem mają mało wspólnego. Aczkolwiek plejada aktorów, których zdjęcia wiszą na ścianach łódzkiej Filmówki, sama świadczy o sobie.

Sławni absolwenci, znani wykładowcy ? to atut łódzkiej Filmówki?
Kiedy dowiedziałem się, że jestem studentem pierwszego roku, a moim opiekunem będzie Jan Machulski, czułem się, jakbym Pana Boga za nogi złapał. A jak się okazało, że wykładowcami są Iga Cembrzyńska, Marian Opania, Bogusław Sochnacki, Janusz Gajos ? byłem w niebie. Możliwość kontaktu z takimi ludźmi niewątpliwie podwyższa rangę uczelni. Na zajęcia z tymi osobami czekało się niecierpliwie. Pamiętam, jak przyjechał do nas Daniel Olbrychski... Chciał pokazać nam inne spojrzenie na aktorstwo. Wszyscy oszaleli, nagle odkrywaliśmy coś niesamowitego. W tamtych czasach Daniel to była gwiazda ? jakby przyjechał do nas Al Pacino, Robert de Niro, Dastin Hoffmam. Pożeraliśmy go wzrokiem. Każde zajęcia z takimi osobami dodawały skrzydeł. Oczywiście, dostawaliśmy też po łapach. Im większa gwiazda, tym bardziej nas sprowadzała na ziemię. Ale mimo to dążyło się do takich kontaktów.

Za którymi z wykładów Pan nie przepadał?

Wszystkie teoretyczne zajęcia są potrzebne do tego, by budować jakiś horyzont, ale one były najmniej ciekawe ? w końcu to szkoła aktorska i nauka nie polega na tym, że wiemy wszystko o kimś, tylko żeby pokazać na sobie coś, co on kiedyś napisał. Niekonieczne musimy znać daty z jego życia. Teoretyczne przedmioty były traktowane przez nas po macoszemu. Zajęcia fizyczne ? to było super, nabierało się kondycji. Ale i one bywały nieznośne... W końcu byliśmy studentami, ludźmi mało potulnymi i pokornymi w zachowaniu. A tu o godzinie ósmej rano zajęcia z baletu! To szok dla faceta, który dopiero co przyszedł z imprezy i nagle ma się przebrać w trykot, stanąć przy lustrze, w którym już sam siebie nie widzi i ma jeszcze uprawiać balet. Wspominam to z rozrzewnieniem, ale specjalnie za tym nie przepadałem. Najciekawsze były przedmioty praktyczne, na których nauka nie polegała na przekazywaniu nabytej wiedzy i jej sprawdzeniu. Zazwyczaj jest tak, że ten, kto ma trochę większą wiedzę, dostaje lepszą ocenę. Tu było inaczej ? ktoś mógł opanować więcej rzemiosła, mieć supertechnikę, ale jeśli nie przepuścił tego przez swoje wnętrze, przez wrażliwość, dostawał gorszą ocenę. Każdy mógł zrobić zupełnie to samo, ale jeden dostawał pięć, inny trzy. To jest najciekawsze w takich szkołach typowo artystycznych. Zawsze coś można zrobić inaczej.

Oceń artykuł:

Skomentuj ten artykuł Zarejestruj się lub zaloguj aby dodać komentarz.

Chmurka tagów
Wydawnictwo nie ponosi odpowiedzialności za treści i zdjęcia zamieszczane przez użytkowników na stronie cogito.com.pl, w części WIRTUALNEJ REDAKCJI.
© Agencja Wydawnicza AGA-PRESS. Projekt i wykonanie: Agencja Interaktywna Mindscape.