Przyszłość po lingwistyce
redakcja01 - artukuł dodany 2012-02-16 07:45
0
2.0
593
Lingwistyka jest – i to nie od dzisiaj – kierunkiem modnym, dla wielu wymarzonym, bo daje nadzieję na w miarę łatwe znalezienie ciekawej, dobrze płatnej pracy po dyplomie. Czy słusznie?
Naturalnie: dobra znajomość języków obcych nadal pozostaje w cenie, choć w ostatnich latach ta, rzadka niegdyś, umiejętność jednak spowszedniała i nie stanowi już dzisiaj gwarancji znalezienia pracy w której mogłaby być w pełni wykorzystana. Oczywiście: spośród dwóch kandydatów z których pierwszy biegle zna jeden język obcy, a drugi – dwa, pracodawca wybierze tego ostatniego, czyli lingwistę właśnie. Tylko, że zrobi tak wówczas jeśli potrzebować będzie pracownika, którego jedyną umiejętnością będzie właśnie znajomość języków. Niczego więcej nie wymaga się od tłumaczy "pisemnych" i "ustnych", jak ich określa się w zawodowym żargonie, ale liczba etatowych miejsc w tej branży jest jednak dość ograniczona, zaś gdy pracuje się na własną rękę, wówczas zarobki warunkuje liczba zleceń, pieniądze mogą więc nie być oszałamiające. Opcji jest, naturalnie, znacznie więcej. Można więc realnie myśleć o pracy w szkole, czy np. w mediach lub reklamie. Tyle, że w obu tych przypadkach znacząco nasze szanse na rynku pracy bardzo poprawi legitymowanie się jeszcze jednym dyplomem potwierdzającym nasze dodatkowe umiejętności i kompetencje – marketingowe, pedagogiczne, dziennikarskie, ekonomiczne, czyli byłaby to już "lingwistyka plus…" Ktoś, kto dysponuje takim właśnie wykształceniem może liczyć na sukces, czyli na to, iż stanie się obiektem zabiegów pracodawców. W tym – moim zdaniem – tkwi ogromna szansa dla absolwentów lingwistyki stosowanej, podobnie zresztą jak i dla wszystkich mających filologiczne wykształcenie. Tyle tylko, że aby tak się stało muszą naprawdę wykazać się własną – i to niemałą – inicjatywą. Dobrze byłoby aby marzący o lingwistyce zdali sobie z tego sprawę jeszcze zanim włożą do kieszeni lingwistyczny.
Naturalnie: dobra znajomość języków obcych nadal pozostaje w cenie, choć w ostatnich latach ta, rzadka niegdyś, umiejętność jednak spowszedniała i nie stanowi już dzisiaj gwarancji znalezienia pracy w której mogłaby być w pełni wykorzystana. Oczywiście: spośród dwóch kandydatów z których pierwszy biegle zna jeden język obcy, a drugi – dwa, pracodawca wybierze tego ostatniego, czyli lingwistę właśnie. Tylko, że zrobi tak wówczas jeśli potrzebować będzie pracownika, którego jedyną umiejętnością będzie właśnie znajomość języków. Niczego więcej nie wymaga się od tłumaczy "pisemnych" i "ustnych", jak ich określa się w zawodowym żargonie, ale liczba etatowych miejsc w tej branży jest jednak dość ograniczona, zaś gdy pracuje się na własną rękę, wówczas zarobki warunkuje liczba zleceń, pieniądze mogą więc nie być oszałamiające. Opcji jest, naturalnie, znacznie więcej. Można więc realnie myśleć o pracy w szkole, czy np. w mediach lub reklamie. Tyle, że w obu tych przypadkach znacząco nasze szanse na rynku pracy bardzo poprawi legitymowanie się jeszcze jednym dyplomem potwierdzającym nasze dodatkowe umiejętności i kompetencje – marketingowe, pedagogiczne, dziennikarskie, ekonomiczne, czyli byłaby to już "lingwistyka plus…" Ktoś, kto dysponuje takim właśnie wykształceniem może liczyć na sukces, czyli na to, iż stanie się obiektem zabiegów pracodawców. W tym – moim zdaniem – tkwi ogromna szansa dla absolwentów lingwistyki stosowanej, podobnie zresztą jak i dla wszystkich mających filologiczne wykształcenie. Tyle tylko, że aby tak się stało muszą naprawdę wykazać się własną – i to niemałą – inicjatywą. Dobrze byłoby aby marzący o lingwistyce zdali sobie z tego sprawę jeszcze zanim włożą do kieszeni lingwistyczny.

















